sobota, 10 września 2016

~Prolog~

   Cześć. Mam na imię Ren i będę pisał ten pamiętnik.Mam nadzieję, że ten, kto go przeczyta zainteresuje się moim życiem i będzie w stanie rozwiązać swoje problemy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
   Była niedziela.W sumie...jedna z gorszych z moim życiu.Od poniedziałku zaczynał się rok szkolny, a ja właściwie nie wiem do końca czym jest szkoła.Haru próbował mi to wytłumaczyć, jednak nie wszystko załapałem.Z resztą musiałem kupić zeszyty oraz przybory szkolne, Ren musiał siedzieć w pracy, gdyż przyszło więcej klientów niż się spodziewał.Pozostali bracia również pomagali mu w pracy, by móc nas jakoś utrzymać.Tak czy siak musiałem wybrać się po te rzeczy sam.


   Poszedłem do sklepu, który znajdował się kilka ulic od domu.Wziąłem jeden duży zeszyt, który miał mi starczyć na wszystkie przedmioty.Artykuły szkolne wybierałem szybko, chciałem jak najszybciej pobiec do Haru i pochwalić się, że sam sobie poradziłem.


   Podszedłem do kasy i czekałem, aż kasjerka wszystko zapakuje.

   -Poproszę 5 313,82 jenów-powiedziała kasjerka.
 
   Nie wiedziałem, co zrobić, gdyż Hary dał mi tylko 2000 jenów.Nieśmiało spojrzałem się na kasjerkę.

   -Ja zapłacę za ciebie-powiedziała jakaś dziewczyna, która stała za mną.Podała kasjerce odpowiednią sumę pieniędzy.Gdy oboje wyszliśmy ze sklepu podziękowałem jej.

   -Przecież nie musisz dziękować! Dla takiego przystojniaka mogłabym dać nawet milion jenów-odparła.

    Zarumieniłem się.
 
   Nagle zza ulicy wyszedł Haru.Dziwnie się na nas spojrzał.Podbiegł do mnie, wziął mnie na barana i zaprowadził do domu.

   -Jeszcze raz dzięk...-Haru zatkał mi buzię.

   Haru odstawił mnie na ziemię, gdy byliśmy już tuż przy domu.

   -Kto to był?!- krzyknął.

   -Nie wiem.Jakaś dziewczynka.Zabrakło mi trochę jenów...

   -Mogłeś pobiec po pieniądze do domu!-ponownie krzyknął.

   -Przepraszam, ale ona od razu mi to zaproponowała.

   -Poniesiesz za to karę.

   Weszliśmy do domu.Haru zaczął mnie rozbierać.

   -Przestań!-krzyczałem.

   -Teraz to już za późno-odparł.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz